Z gitarą pod pachą na Lazurowe Wybrzeże

Nasłuchałem się opowieści niby wyssanych z palca, po to aby biegać z maską gazową po zadymionej piwnicy, skakać do wody w skafandrze i wystrzeliwać w niebo flary ratunkowe. (No prawie jak Bruce Willis w Szklanej Pułapce.) Po co to wszystko? Żeby zmienić swoje życie, rzecz jasna.

Kiedy nieco ponad dwa lata temu pierwszy raz dowiedziałem się o pracy na jachtach, nie mogłem uwierzyć, że opowieści, które słyszę, są prawdziwe. Były tak nierealne, że przez bardzo długi czas myślałem, że to jakaś ściema. Jednak coś sprawiało, że przysłuchiwałem się im uważnie. Może już wtedy podświadomie wiedziałem, że to może być nowy sposób na życie i zobaczenie świata. Nie raz i nie dwa moja przygoda zaczynała się od jakiejś imprezy. Tak było i tym razem.

W 2014 roku wybrałem się na Snow Show Music Festiwal do Francji. Wcześniej słyszałem o tej imprezie wiele dobrego, więc sam postanowiłem sprawdzić, czy faktycznie jest warta takiego rozgłosu. Mimo bardzo długiej drogi, chciałem jechać autobusem, aby rozpocząć integrację z ludźmi już na rogatkach Warszawy. Jednak ten plan legł w gruzach, bo do wyjazdu dołączył mój kolega, który zachęcał do podróży samochodem. Uległem po długich namowach i to mi przypadł obowiązek skompletowania załogi do auta. Zgłosiło się dwóch gości, skład był kompletny. Dobrze, że nie wsiadłem do autokaru, bo do Francji mógłbym nie dojechać w jednym kawałku. Primo, pierwsze ofiary były już w Łodzi – ktoś skręcił kostkę, ktoś inny coś zwichnął. Secundo, jednym z moich współpasażerów, który także nie wszedł do felernego autobusu, był Tomek – chłopak ze Śląska, z którym przed wyjazdem obmyśliliśmy na Fejscie cały scenariusz wypadu. Plan zakładał karton wódki na cały tydzień… i jak zwykle cały misterny plan w pizdu – butelek zabrakło.

Już po rozmowach na FB spostrzegłem, że typ jest pozytywnie i zdrowo porąbany. Od razu wiedziałem, że rąbali nas w tym samym lesie. Jak już wspomniałem, droga była długa. Podczas wielogodzinnych rozmów o wszystkim i o niczym zastanawiała mnie tylko jedna rzecz: dlaczego tylko Tomek nie gada o pracy. Co więcej, podczas całego wyjazdu unikał tego tematu jak ognia, więc nie tylko ja łamałem sobie głowę nad jego tajemniczością. Skryty Tomek w końcu pękł i powiedział, że pracuje dla jakiegoś milionera na jego luksusowym jachcie, który pływa po całym świecie – od Lazurowego wybrzeża, przez Karaiby, aż po Hawaje. I tak przez cały rok! Urlop? A i owszem – takiemu marynarzowi co kwartał przysługuje jeden wolny miesiąc. Krzyknąłem: „WOW!”, a moja ciekawość eksplodowała.

Drążyłem temat jak robak jabłko, zatem usłyszałem tyle nieprawdopodobnych historii, że myślałem, że gościu kłamie mi prosto w oczy, a ja to wszystko łykam jak młody pelikan. Ale wiece, co było najlepsze? Wszystko można było sprawdzić, każde niemal słowo. Najpierw patrzyłem na niego z przymrużeniem oka, a po jakimś czasie niczym gąbka chłonąłem każdy szczegół. Tomek z bajkopisarza przeistoczył się w eksperta ds. jachtingu. Doszło też do mnie to, że może być to praca życia, a co najważniejsze, przygoda, na jaką czekam.

I tak od zeszłorocznych wakacji zacząłem przygotowania do tego, co się właśnie teraz dzieje. Robiłem kursy oraz szkolenia, które polecił mi Tomek. Siedziałem tydzień w Gdyni w Akademii Morskiej, zaliczając tzw. BHP na morzu (STCW 95). Latałem z maską gazową i butlą po zadymionej piwnicy, skakałem z paru metrów do wody w skafandrze ratunkowym, wystrzeliwałem flary ratunkowe, i jeszcze masę innych rzeczy, o których siedząc w korpo tylko mogłem pomarzyć. Zrobiłem też patent na motorówki oraz na holowanie narciarza i innych obiektów pływających. Na zakończenie kurs w Lublinie – polerowanie stali nierdzewnej i jej naprawa. Po co ta stal? Największe jachty potrafią być wyposażone w kilkanaście kilometrów barierek z takiej właśnie stali, która ma być zawsze jak funkiel nówka.

Skończyłem szkolenia, lekarz orzekł, że jestem zdolny do pracy na morzu, więc pozostały mi trzy ostatnie elementy:

1. Rzucić papierami w moim przytulnym biurze – to z robiłem z końcem sierpnia. Aha, żeby nie było, swoją pracę bardzo lubiłem. Wyjazdy, eventy, wsparcie sprzedaży. Nudno nie było. Ale w pewnym momencie poczułem wewnętrzną misję sprawdzenia, czy jest życie poza korpo.

2. Wydać Siostrzyczkę za mąż – 10 września powiedziała „tak”. Wesele było bajeczne!

3. 12 września wsiąść w autobus i wyjechać na Lazurowe Wybrzeże, żeby jeszcze przed końcem sezonu załapać się na statek, którym popłynę na Karaiby.

Najwyższy czas się zaokrętować! Jest 13 września, a ja od 20 godzin jestem w drodze do Antibes (koło Nicei). Tam od jutra zaczynam poszukiwania – mam nadzieję – wymarzonego statku, na którym będę pracował. Przygotowałem się do tego najlepiej, jak tylko mogłem. Nauczyłem się nawet kilkunastu piosenek po angielsku, które mam zamiar grać na gitarze, przesiadując wieczorami na bulwarze z taką oto kartką (tak, gitarę też zabrałem):

karton gitarra

Jaki jest plan na najbliższe dni? Jestem umówiony we wszystkich agencjach pracy na jachtach w Antibes. Mam nadzieję, że uda mi się je odwiedzić w środę i w czwartek. Codziennie zamierzam zrobić rundę po portach od Saint Tropez po Monako, wraz z moją gitarą i CV (wydrukowałem 500, powinno starczyć). I tak aż do skutku. Może jakiś kapitan będzie chciał chłopaka z gitarrrą. Wieczorami będę siadał przy bulwarze w Antibes i grał hity ze swoją kartką. Brzmi jak plan?

To trzymajcie, proszę, kciuki. Za kilka dni opowiem, jak mi idzie.

Ahoj!

5 thoughts on “Z gitarą pod pachą na Lazurowe Wybrzeże

  1. A jednak ! Od teraz jestes inspiracja dla mnie i mam nadzieje, ze kiedyś i ja wyruszę w taka sama podróż ! :)
    Życzę powodzenia i czekam na następne relacje !!! Buziaki !

  2. Za wariatów zawsze trzymam kciuki a za tych przepięknie śpiewających to już tak na maksa :-) mocno Ci kibicuję i czekam na relację ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>