Beautiful day. Don’t let it get away!

Jesień dotarła i do Francji. Nadszedł czas Forrest Gumpa. To nie tylko piąty film w rankingu Filmweba, ale jak się okazało, także dobry omen. Od dziesięciu dni dzień w dzień pracuję na RoMei. Ale po kolei, moi drodzy!

Pamiętacie owego Włocha, który w Antibes wrzucił mi wizytówkę do kapelusza? Zaoferował mi on nietypowy day work, a mianowicie przewiezienie rzeczy z punktu A do punktu B. Wprawdzie nie była to praca na łódce, ale 125 euro piechotą nie chodzi, więc się zgodziłem. Nawet udało mi się zaciągnąć do pomocy mojego kumpla z hostelu, Jonnego (też dostał 125). Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że miałem prowadzić 15-metrowego transportera. W Polsce byłby to pryszcz, ale we Francji… No cóż, jak ktoś był, to wie, że francuskie uliczki potrafią być wąskie jak tyłek ślimaka. Jednak gdy Giovanni zapytał, czy prowadziłem kiedyś taki samochód, bez mrugnięcia okiem powiedziałem, że tak! Generalnie jedyną trudność sprawiało mi parkowanie. Stres przy tym potrójny, a nawet poczwórny. Po pierwsze, czasami to i smarta bym nie upchnął, a co dopiero ciężarówkę. Po drugie, jak tylko staniesz, zaraz trąbią i robi się korek. Po trzecie, jak znajdziesz wystarczająco dużą lukę, to przed nią stoi Ferrari, a za nim Maserati. Na szczęście misja zakończyła się sukcesem.

Kolejnego dnia Giovanni miał mnie zabrać na spotkanie z załogą, która poszukuje na stałe Dackhanda. Mocno liczyłem, że w końcu to będzie to, na co czekam. Przeliczyłem się! Spotkanie się nie odbyło. Przyczyny do tej pory nie poznałem. A moje rozczarowanie no cóż… Co cię nie zabije, to cię wzmocni! Z samego rana nabuzowany pozytywna energią wyruszyłem do Włoch na dock walking. Oprócz jednego krótkiego zlecenia znów nici. Co więcej, nawet na chwilę nie podwinąłem rękawów, bo lało i wiało jak w kieleckim, a w taką pogodę nikt z tutejszych nie garnie się do roboty. Niemniej zainkasowałem kasę za fatygę (30 euro); obróciłem się na pięcie, wróciłem do hostelu i włączyłem telewizor.

Pod koniec „Forresta Gumpa” zabrzęczał telefon. Dostałem SMS’a od Tomka: „Jesteś? Gościu, masz day work na Romea. Sprawdzaj maile!!!” Zrobiłem to 3 mikrosekundy później i myślałem, że śnię. Dostałem propozycję, ale nie tylko na jeden dzień, ale na kilka! Bardzo dużo day worków, hi-hi! Także, Tomek, dzięki!

Na komputerze czekała wiadomość o następującej treści: „Praca na najbliższe kilka tygodni. Głównie czyszczenie i jakieś drobne wsparcie w maszynowni. Kłopotem może być jedynie zakwaterowanie, ponieważ nie mamy miejsca na jachcie i będziemy w trzech różnych lokalizacjach. Do około 23 października w Imperii, później do 1 listopada w Genui i do 12 listopada w Antibes. Wynagrodzenie 100 euro za dzień plus ewentualne nadgodziny 12,5/h. Praca również w weekendy. Daj znać, czy jesteś zainteresowany.” Byłem przeszczęśliwy! W końcu oferta na dłuższy czas i możliwość zdobycia prawdziwego doświadczenia! A tego mi właśnie teraz potrzeba. Wnet spakowałem walizki i ruszyłem do Imperii.

I cóż, od przedostatniego czwartku dzień w dzień pracuję w maszynowni na pięknym jachcie RoMEA (81 metrów). Wierzcie lub nie, ale maszynownia wygląda tak, że można jeść z podłogi. Wszystko biało-chromowe. Moje głownie zadania to utrzymywanie tej bieli i błysku. Pomagam w przeróżnych pracach na całym jachcie, bo jak się okazuje, dział inżynieryjny robi wszystko: wymienia urządzenia, odpowiada za elektrykę, klimatyzację, wodociągi itd. Dużo się uczę i poznaję najskrytsze zakamarki łodzi. A w dodatku praca dobra na jesień, która ostatnio szaleje na zewnątrz nie tylko w Polsce. Obowiązki do najlżejszych nie należą, ale to nie stanowi problemu. Czasami mamy kłopot tylko z komunikacją, bo niestety w szkołach na angielskim nikt nie uczył się, jak jest klucz francuski, czy poszczególne elementy silnika itp. W każdym razie, pracuję ciężko i mam nadzieję, że dzięki temu będą chcieli mnie zatrzymać na dłużej, a przynajmniej na koniec napiszą super referencje. Z tego, co słyszę, są mega zadowoleni, więc i ja jeszcze bardziej zapierda… staram się, no.

Na zdjęciu poniżej przykładowa maszynownia jachtu dla wizualizacji:
engine

Na dniach przenosimy się go Genui, a później do Antibes. Koniec prac w maszynowni przewidywany jest na 12 listopada. Trzymajcie kciuki, żeby jednak udało mi się zostać znacznie dłużej!

Ahoj!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>