Śladami Napoleona i Picassa

Znakomity dla mnie czas pracy na Romei dobieg końca. Zostałem w Antibes, a jacht popłynął w stronę Gwadelupy, aby tam zaprosić na pokład legendarnego George’a Lucasa, twórcę „Gwiezdnych Wojen”. Natomiast przede mną ponowne poszukiwania pracy i czas dock walkingu, ale tym razem z pewnym doświadczeniem, super referencjami i grubszym portfelem.

Czas w Antibes płynie powoli, ale gdy się pracuje, mija jak z bicza trzasł. Ostatnie dwa tygodnie to przygotowania Romei przed crossingiem, czyli przepłynięciem Oceanu Atlantyckiego. Sporo pracy, zdobywanie nowego doświadczenia, ale były też atrakcje. Pewnego dnia zjedliśmy lunch w samo południe i już nie musieliśmy wracać na statek, więc wybraliśmy się na tor gokartowy. Prawie półtorakilometrowa trasa położona była na wzniesieniu otoczonym górami, a widoki zapierały dech w piersiach. Ścigaliśmy się w 18 osób, także na torze było tłoczno, a rywalizacja była bardzo zacięta. Jak to bywa w zażartych wyścigach: ktoś wyleciał z toru, ktoś przywalił w barierkę, ktoś wpadł w trawę i tam utknął. Na szczęście wszyscy byli cali i poza drobnymi siniakami nic nikomu się nie stało. Po wyścigu kapitan zaprosił wszystkich na piwko, a po nim jeszcze na kolację do jednej z tutejszych knajpek. Wieczór w restauracji rozpoczęliśmy od toastu szampanem, po czym przeszliśmy do przystawek – owoców morza i oczywiście ślimaków (w końcu to Francja). Palce lizać. Podczas kolacji dałem załodze obiecany wcześniej mini recital, który został nagrodzony gromkimi brawami. Po posiłku ciąg dalszy wieczoru przebiegał w miejscowych barach, ale któż by spamiętał, co tam się działo…

W Antibes znakomicie pamiętają za to o wielkich postaciach związanych z tym miastem. To tutaj Napoleon I po opuszczeniu Elby zapoczątkował swoje 100 dni, które zakończył klęską pod Waterloo. Tutaj też przez sześć miesięcy mieszkał i tworzył nikt inny jak wielki mistrz Pablo Picasso. Dlaczego Hiszpan zabawił tu tylko pół roku? Otóż Picasso pomieszkiwał i malował w tutejszym zamku, w którym, niestety, jesienią było trochę za zimno na tworzenie sztuki, więc kubista przeniósł się do Paryża. Trochę go teraz rozumiem. W każdym razie Pablo zostawił tutaj po sobie sporo dzieł, a na jego cześć, w miejscu, gdzie mieszkał, otworzono muzeum, obok którego nie można przejść bokiem.

15058050_1351197331559590_1373755517_n 15086906_1351197121559611_88565560_n 15050438_1351197064892950_253269603_n

15046307_1351197181559605_762997953_n 15086860_1351197184892938_1784477604_n 15086324_1351197144892942_1366541535_n 15086285_1351197164892940_1043369142_n 15057963_1351197168226273_1675418444_n 15033563_1351197091559614_846711613_n 15032573_1351197101559613_713344168_n 15086811_1351197351559588_637259085_n

15058526_1351197074892949_46546870_n 15049664_1351197201559603_801576442_n 15033694_1351197204892936_98936656_n

Dzieła mniej znanych artystów można kupić na targu, który wystawia się tu w każdy weekend. Autorzy chętnie zaszczycą ciekawskich rozmową. A gdy ci drudzy od pogawędek zgłodnieją, to mogą spróbować wyśmienitych lokalnych przysmaków sprzedawanych w kramach. Szczególnie polecam orzechy, oliwki, salami i owoce morze. Przygotujcie jednak portfele, niech cienkie nie będą, bo ceny na całym Lazurowym są dosyć wysokie. Piwo w barze to minimum 7 euro, drink – 10. Obiad w restauracji, z deserem i lampką wina, to nie mniej jak 40-50 euro od osoby. Ale warto choć raz sięgnąć głębiej do kieszeni, usiąść przy stoliku wieczorem i poczuć klimat tego uroczego miasteczka.

15049826_1351197301559593_1701946209_n 15050262_1351197238226266_1985318443_n

15050271_1351197321559591_632953932_n 15086849_1351197268226263_679153698_n 15033769_1351197361559587_770365851_n
W ubiegły czwartek – w przeddzień ostatniego dnia pracy – wyszedłem z większością załogi na ostatnią kolację. Było bardzo wesoło i jak zawsze smacznie. Tego wieczoru postanowiłem spróbować tutejszego tatara. Był wielki i wyśmienity! Zdziwiło mnie to, że podali go z frytkami i sałatką. Zobaczcie sami:

15033801_1351197088226281_1090167389_n 15050463_1351197054892951_78232920_n

I jeszcze foto całej ferajny:
15032461_10212040481995913_556216264_n

Ubiegły piątek to mój ostatni dzień pracy na pokładzie Romei. Wierzę jednak, że jeszcze kiedyś moja noga tam postanie. Był to super czas, wielkie doświadczenie i rewelacyjni ludzie, jakich poznałem. Od mojego szefa, głównego inżyniera, otrzymałem solidne referencje, które z pewnością pomogą mi w znalezieniu kolejnej pracy. On sam wysłał nawet kilka maili z moim CV do swoich znajomych z innych jachtów (w tym jednego, który należał kiedyś do Bono). Być może okaże się, że na bezrobociu nie będę zbyt długo. Przez weekend odpoczywałem i aktualizowałem swoje profile na stronach agencji, a od poniedziałku zacząłem dock walking.

Trzymajcie kciuki.

Ahoj!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>