Ku słonecznej Florydzie!

Miałeś okazję doświadczyć każdych warunków – usłyszałem od pierwszego oficera po przybiciu do portu na Florydzie – pozostałe crossingi będą dla ciebie pestką. Rejs z Gibraltaru do Stanów Zjednoczonych trwał dokładnie 14 dni. Przez większą część podróży towarzyszył nam spory wiatr i fale, co odbijało się na samopoczuciu załogi. Jednak kilka dni było naprawdę bardzo przyjemnych. Niejednokrotnie nasze uśmiechnięte twarze schładzała bryza, a opalało słońce, kiedy w trakcie przerw rozsiadaliśmy się na pokładzie z książkami w rękach. Od czasu do czasu za burtą można było dostrzec delfiny lub latające ryby. Te ostatnie lubiły nawet wskakiwać na pokład, z fatalnym dla nich skutkiem.

Nie do opisania są natomiast zachody słońca na Atlantyku, więc nawet nie będę próbował. Napiszę tylko tyle, że to one zwiastowały koniec mojej wachty, więc oglądałem je codziennie. Noce również na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Tak ciemne, że nie raz i nie dwa czułem się jak ślepiec. Doskonale teraz rozumiem, dlaczego brak dostępu do lornetek na Titanicu był jedną z głównych przyczyn jego zatonięcia.

Nawet pod Radomiem nie widziałem tylu gwiazd na niebie co na Atlantyku. Podczas moich nocnych obchodów niejednokrotnie kładłem się na parę minut na pokładzie i patrzyłem w te miliardy świecących kropeczek. Wspaniały widok, niezmącony żadnym światłem na przestrzeni tysięcy kilometrów. A to, co wtedy przechodziło mi przez głowę, niech pozostanie tajemnicą.

Jak wspomniałem pogoda była różna. W nocy, na horyzoncie czasami można było dostrzec burze i błyskawice. Niby nic, ale jak to pomnożyć przez trzy to robi wrażenie. Trzy różne burze strzelające na przemian piorunami i rozbłyskujące kolorami. Dyskoteka!

Rejs to nie tylko przyjemności, ale i obowiązki. Cała załoga musiała brać warty – dwa razy po 4 godziny. Raz w dzień i raz w nocy. Wpływało to nieco na nasze możliwości integracyjne, jednak (o ile nami nie rzucało) siadaliśmy w mesie i graliśmy w planszówki, układaliśmy puzzle czy oglądaliśmy filmy. Kapitan, w ramach wyjątku, raz pozwolił nam na jedno piwo przy zachodzie słońca. Przedstawiłem załodze moją wierną towarzyszkę gitarę, która pięknie przemówiła i której głos płynął razem z nami. Ale jeśli chodzi o te obowiązki… W dzień przez 4 godziny oblewałem wodą cały pokład, starając się zmyć jak najwięcej soli. Co jakiś czas mieliśmy szkolenia z bezpieczeństwa, np. przeciwpożarowego (na środku oceanu to my jesteśmy strażą pożarną). W nocy, poza obchodami, wypełnianiu księgi pokładowej i oznaczaniu pozycji na mapie, większych zadań nie było.

Podsumowując całą podróż, muszę przyznać, że świadomość, że dookoła jest tylko woda jest nieziemska. Przez 10 dni na horyzoncie nie pojawił się żaden statek. Nic. Tylko ja, załoga i woda, bardzo dużo wody! Kiedy przy wybrzeżu Bahamów ktoś krzyknął: „statek na widnokręgu”, to wraz zbiegli się inni, chcąc przekonać się, czy to prawda.
Po 14 dniach, tuż po zachodzie słońca, naszym oczom ukazały się wieżowce West Palm Beach! Choć już wcześniej widziałem ląd na radarze, to nie potrafiłem go dostrzec. Wszystko przez to, że Floryda jest płaska jak placek. Ląd wynurza się może na 3 metry nad poziom morza. Po uporaniu się z linami i zacumowaniu w marinie, kapitan podziękował wszystkim na specjalnym zebraniu załogi. Odpaliliśmy kilka Moetów i zostaliśmy zaproszeni na piwo do pobliskiej tawerny. Fajne uczucie stanąć na ziemi po tak długim czasie na morzu.

Tak na radarze wygląda pojawiający się ląd – (pionowa kreska po lewej w kole) ;)

lad

I kilka ujęć z rejsu:

a b c

d e f

Na początku musieliśmy zostać w marinie. Poza jej obszar bez dopełnienia formalności i zebraniu „tysiąca” pieczątek ani rusz – takie prawo migracyjne. Złamiesz je, wystawisz nos poza port, spotkasz policjanta – „żegnaj, wizo”, wracasz do Polski. No ale jest też druga strona medalu. Kontrola celna znana z lotnisk? Ha, ze statku trzeba by machać workiem kokainy, żeby ktoś sprawdził.

Pierwszy tydzień pobytu w USA był mega gorący. I nie chodzi tu tylko o pogodę. Musieliśmy przygotować statek do malowania i do przekazania w ręce ekipy remontowej. Było mnóstwo pracy, a dodatkowo kapitan wyjeżdżał na urlop, stąd sporo spraw było trzeba podomykać.

Na całe szczęście już się uspokoiło. Pracujemy 5 dni w tygodniu i w końcu mamy wolne weekendy. Stąd w pierwszy wolny dzień wybrałem się do Miami. Zaskoczyło mnie mocno to, że do Miami z West Palm Beach trzeba jechać prawie 1,5 godziny. Niby tak blisko, a tak daleko. Miasto robi mega wrażenie i jest dokładnie takie jak w filmach. Po krótkiej wizycie na plaży oraz słynnej Lincoln Road i Ocean Drive pojechałem do centrum spełnić jedno z moich dziecięcych marzeń. Kiedy Michel Jordan, Scottie Pippen i Dennis Rodman zdobywali kolejne mistrzostwa dla Chicago Bulls, ja marzyłem, by zobaczyć na żywo choć jeden mecz NBA. I wreszcie się udało! Niestety tamte gwiazdy dawno na emeryturze, ale mecz jest mecz. Trafiłem na Boston Celtics vs. Miami Heat. Na początku wgniotła mnie w fotel przedmeczowa oprawa! Obowiązkowo hymn i trochę pirotechniki. Jak wiadomo, są 4 kwarty po 12 minut. W przerwach różne atrakcje dla publiczności: a to występ cheerleaderek, a to wyścig niemowlaków. Działo się. Mimo super dopingu publiczności, gospodarze przegrali, pozostawiając wyraźny niesmak na twarzach niektórych kibiców, a na mojej uśmiech Jokera. Po ponad dwóch godzinach w hali przyszedł czas na powrót na statek i odpoczynek.

21 22 23

24 25 26

15782207_1402157263130263_1854275937_n 27 28

29 30 15820389_1402137536465569_2069002207_n

15782453_1402153803130609_2135398039_n 15820490_1402137539798902_22621618_n 15801523_1402137559798900_353175684_n

15782029_1402137563132233_1714436623_n 15749585_1402166543129335_1605873089_n 15820427_1402137516465571_544274069_n

15801352_1402137513132238_1344076993_n 15801026_1402137526465570_668097940_n 15781875_1402137533132236_1371963637_n

15782393_1402137529798903_1939867438_n

Eksploracja Florydy i West Palm Beach trwa cały czas. Stale zaskakuje mnie to, jak jest tu płasko (nie licząc kilku wieżowców w Miami). Żadnych pagórków, jedyne wzniesienia to mosty, bardzo niska zabudowa – maksymalnie do 2 pięter. Wszystko niby ze względu na lubiące się tu przechadzać huragany. West Palm Beach nie bez kozery ma w nazwie palmy – w zasadzie rosną tu tylko one i jest ich tyle, że nie sposób zliczyć. Około 2 km od jachtu znajduje się niewielka plaża z dogodnymi warunkami do nurkowania, a 500 metrów dalej plaża z prawdziwego zdarzenia. Skutery wodne, motorówki i inne sporty wodne do wyboru do koloru w odległości 5 min. W okolicy brakuje niestety rozrywek wieczornych, jednak i z tym sobie radzimy, często organizując wypady do miasta na Clematis Street, gdzie jest pełno barów i restauracji. Bardzo popularne happy hours zachęcają do wczesnego odwiedzenia tego miejsca i spędzenia tu wieczoru, które dzięki świątecznym ozdobom wygląda naprawdę świetnie.

1 15801516_1402163669796289_767069314_n 15782551_1402153776463945_1184701749_n

15782806_1402157256463597_1112866632_n 15801013_1402157253130264_800224687_n 15801259_1402157249796931_1790032622_n

Jako że Święta, Święta, i po Świętach, kilka słów o tym. O takiej atmosferze i oprawie jak w Polsce, tu mogłem tylko pomarzyć. Wigilii w USA się nie obchodzi. Jednak my ten dzień mieliśmy wolny, więc pojechaliśmy na wycieczkę do Fort Lauderdale i Miami Beach, gdzie na wigilijną kolację zjedliśmy burgera po amerykańsku. W Boże Narodzenie od rana wszyscy sobie składaną życzenia, następnie jest uroczysty obiad i prezent. Wieczorem wspólne wyjście do miasta na parę drinków. Drugi dzień Świąt to głównie aktywności. Ja ten dzień postanowiłem spędzić na plaży, nurkując w morzu. Na zakończenie Świąt, w męskim składzie wybraliśmy się do kina na najnowszą część Gwiezdnych Wojen. A od wtorku powrót do obowiązków.

2 15578607_1391890177490305_8421174967777753014_n 15726906_1397804936898829_5109666291442856659_n

15801638_1402137546465568_1078521168_n 15750206_1402172006462122_420507232_n

Co będzie dalej? Na pewno Sylwester! Gdzie będzie impreza, to się jeszcze okaże. Na jachcie zostaję do końca stycznia, a najprawdopodobniej i do końca lutego. Czy zostanę jeszcze dłużej? O tym sam muszę się przekonać. Trochę mi się za Wami tęskni! Więc może przyjdzie czas na mały urlop?
Ahoj

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>